niedziela, 6 kwietnia 2014

Lonely girl czyli pierwszy urywek z życia pewnej dziewczyny.


Begin 
Idąc pod wskazany adres nie spodziewałam się uzyskać pomocy. Jednak dla świętego spokoju i zakończenia wiecznych marudzeń mojej matki, zdecydowałam się tam pójść. Zatrzymałam się pod kamienicą i nastąpił ten moment zawahania. Zawsze to czujesz, kiedy nie jest się do końca pewnym prawidłowości swojego zamiaru. Poszłam z przymusu. Całkowicie oderwana ze swojego życia i pozbawiona akceptacji. Zatrzymałam się i postanowiłam zapalić. Nie przejmowałam się już tym czy matka wyczuje cokolwiek. W końcu miałam te swoje 19 lat i niewiele mnie obchodziły jej słowa. Usiadłam na krawężniku i zaciągając się dymem, dumałam nad bezsensownością swojego życia. Tego co robię, jak robię i dlaczego robię. Pozbawiona celu i sensu życia codziennie szwendałam się po mieście dla zabicia czasu. Zabawne jak bardzo człowiek potrafi się zmienić. Jak bardzo los potrafi odmienić czyjeś życie. Bo życia od dziecka nie miałam usłanego różami. Dokańczając papierosa wstałam i jeszcze raz podeszłam do drzwi. Zadzwoniłam na domofonie i przyjemny głos kazał mi wejść do środka. Pełna obaw i sceptycyzmu wdrapywałam się po kolejnych stopniach wysokiej kamienicy. Idąc po schodach miałam nadzieję, że nie zapyta o życie uczuciowe. Bo ono praktycznie nie istniało, ponadto był to bardzo zawiły i drażliwy temat. Trafiłam do odpowiednich drzwi i zapukałam. Ten sam głos poprosił mnie do środka. Wzięłam głęboki wdech na uspokojenie i weszłam do środka, modląc się w duchu, aby nikt nie odczytał moich myśli.


Sesja jedna z wielu
Nieznośną ciszę, jaka zwykle zapadała po zadaniu mi szeregu pytań przerywał jedynie nieugięty długopis, którym operował mój psycholog. Pisał w dokumentacji swoje spostrzeżenia na temat mojej osoby. Pisał i dumał, zatrzymując się co jakiś czas by przyjrzeć się mojej skromnej postaci i dokładnie przemyśleć pisane właśnie zdanie. Zawsze intrygował mnie jego długopis, tak gładko i zdecydowanie śmigający po kartce. Toteż mój wzrok był skierowany w jego stronę i jak zahipnotyzowana odrywałam się od rzeczywistego świata. Nagle, porażona wpadniętą do głowy myślą zdecydowałam się przerwać tą trwającą wieki ciszę.
-Wie pan czemu jeszcze nie popełniłam samobójstwa? - jedna brew delikatnie uniosła się w geście zaciekawienia. Wzrok skierował w moją stronę, lecz nie napotkał oczu, które dalej były skupione na długopisie. - Bo nie mogę w ten sposób pociągnąć ze sobą tych których nienawidzę... Gdybym mogła to dawno bym już to zrobiła.
Druga brew dołączyła do pierwszej, a jego oczy wyrażały pełne zdziwienie. Takiej wypowiedzi nie spodziewał się usłyszeć z ust dziewczyny, która przychodzi pogadać. Automatycznie zapisał coś w notesie. Ja z braku lepszego pomysłu wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z pomieszczenia, które chciało zrobić ze mnie wariatkę.