poniedziałek, 27 lipca 2015

O miejscu, w którym mogłabym żyć

Przeraziło mnie to jak dawno tu nie pisałam. Mojego bloga zepchnęłam w głębszą część swojego mózgu, nie mając zbytnio pomysłu i chęci na pisanie, które tak bardzo przynosiło mi otuchę.
Chcąc jednak podzielić się z Wami moim ostatnim doświadczeniem, postanowiłam tu napisać.

Klik

Byłam ostatnio w Gdańsku. Krótko, bo krótko, zaledwie 5 dni. Moja ciocia tam mieszka i prawie zawsze udostępni swój dom jako bazę noclegową dla swojej rodziny. I w tym miejscu chciałabym powiedzieć wam o mojej miłości. Ale nie miłości do drugiego człowieka, ale do tego cudownego miasta, a nawet Trójmiasta. Spacerując uliczkami przepięknego Gdańska czułam się jak w innym świecie, innym wymiarze. Różnorodność w liczbie kilkudziesięciu restauracji czy w liczbie przemieszczających się ludzi, wpłynęła na moją psychikę pozytywnie. Mimo problemów fizycznych, każdy podmuch wiatru, przeciskanie się przez ludzi, zbieranie ulotek, wpływały na mnie niczym kojący balsam. Byłam w raju. Raju, w którym mogłam żyć, gdyby nie moje tchórzostwo.
W Trójmieście odczuwało się obrót dużymi pieniędzmi, bogactwem, czymś czego tu, na Śląsku, nie czuć kompletnie. Miałam wrażenie, że tam ludzie również czują się lepiej niż tutaj. Tam można było skosztować nietypowych rzeczy, od chipsów czekoladowo-miętowych (polecam każdemu aby chociaż spróbował), poprzez maltański napój o słodko-gorzkim posmaku (interesujący w smaku, nietypowy), kończąc na kabanosach, szaszłykach i kiełbasie z łososia (specyfik kupiony w Sopocie, niedaleko molo na straganie).
Przez te kilka dni czułam się jak w amoku, nie potrafiąc nawet stłumić zachwytu w zwykłej Galerii Handlowej! Z mojej piersi wyrywały się tylko ochy i achy, a mój zły humor uaktywniał się tylko podczas zasypiania w domu mojej cioci.
Można było poczuć się jak w jakimś innym państwie, bogatszym i pełnym nietypowych produktów spożywczych, a to przecież był TYLKO drugi koniec Polski. Miejsce, które oczarowuje każdego swym, jak by nie patrzeć, bogactwem. Na każdym kroku można było spotkać obcokrajowca... Niemiec, Anglik, Rosjanin to nacje, które spotykało się na każdym kroku. Co ciekawe w jednej z knajpek w Sopocie spotkałam Meksykanina :)
Brzmię jak bym wyrwała się z prowincji do wielkiego miasta, ale tak jest. Moje małe miasto, szare i pozbawione, moim zdaniem, uroku, blado wypada na tle tej wielkiej metropolii. Nie chodzi mi tu o ilość pieniędzy pompowanych w rozwój Gdańska, Spotu czy Gdyni, ale o sam czar, które te miasta rozsiewają aby omamić najbardziej podatne jednostki.
I w ten sposób, siedząc na plaży w Gdyni i przesypując piasek, poczułam ukłucie w sercu tak bolesne jak nigdy dotąd. Nigdy sobie nie wybaczę zmarnowanej szansy, wyrzuceniu kuponu, który miał szansę dać mi ogromne szczęście. Z moich błędów, ten odczuwam najdotkliwiej, Mogłam żyć w tym świecie, w tym miejscu, które swe uroki rozpościera niczym ramiona matki. Mogłam tam być, czuć się jak w raju, spędzić choć 3 lata, studiując, znajdując tam w końcu pracę i osiedlając się tam na stałe. Niestety wybrałam źle, stchórzyłam i zostały mi tylko marzenia o życiu w lepszym świecie.

Marzeniu o miejscu, w którym mogłabym żyć będąc samotną.

____________________________
Pytania? ASK



Gdańsk


Panorama Sopotu


Gdynia