sobota, 26 listopada 2016

Bez tytułu

włączcie

Odpalam laptopa, otwieram Operę i standardowo włączam Facebooka. Logowanie to kilka sekund. Przeglądam co ciekawego, jakie kto zdjęcia wrzucił, co napisał. Po kilku minutach patrzenia tępo w ekran w wyszukiwarce wpisuję dobrze znane mi imię i nazwisko. Nie mamy się w znajomych...
Wchodzę na profil i patrzę na zdjęcia. Tak bardzo tęsknię... tak długo to wszystko trwa.
Wiem, że będę musiała do niego napisać. Kiedyś to zrobię. Muszę się z nim pożegnać.
Szczęście na profilowym zdjęciu odbiera mi dech. Chociaż ta poczciwa duszyczka jest szczęśliwa.
Ja umieram... Z tęsknoty, z cierpienia, z braku miłości...
Dobrze, że nie wie co tam u mnie. Nikt o tym nie powinien wiedzieć.
A jednak nie potrafię trzymać języka za zębami i męczę jedyne bliskie mi osoby. Czuję się podle ze świadomością martwienia ich..
Długo to już nie potrwa...
____

Jadąc nocą przez pogrążone we śnie miasteczko czuję zazdrość. Tyle domów, tyle życia...
Nikt nie musi wiedzieć co dzieje się w środku, grunt, że wygląda przyzwoicie.
"Ciężką pracą ludzie się wzbogacą". Jakież to puste... Mój ojciec... pracował ciężko przez całe życie, żyliśmy na dobrym poziomie... Co z tego? Mieszkamy praktycznie na nielegalu, ukrywam stan, który tu jest... Nie mamy nic na własność... Samochód jest własnością mojego wujka, dom nie należy do nas, a na własność mam tylko swoje cierpienie...
_____

Wchodzę ponownie na facebookowy profil. Muszę zrobić listę osób z którymi chce się pożegnać. List muszę dopracować, plan muszę dopracować. To jedyne na co mam tak naprawdę ochotę.

"Dobrze, że nie wiesz co u mnie bo pękło by Ci serce"