You don't know
Wiecie jak to jest... siedzisz w pustym mieszkaniu i co chwilę zaglądasz na telefon czy choć jedna osoba do Ciebie napisała albo zadzwoniła. Po chwili włączasz po raz setny znany portal społecznościowy i tam szukasz kontaktu, odzewu. Wiece jak to jest? Ja się boleśnie o tym przekonałam.
Na okres wyjazdu moich dziadków postanowiłam zająć ich mieszkanie. Pomieszkać sama. Zobaczyć jak to jest przeżyć samemu jakiś kawałek czasu. I wiecie co? Jestem tu 3 dzień i chcę wracać do domu. Nie sądziłam, że to wszystko tak boleśnie odbije się na mnie. Nie mam do kogo się odezwać, z kim porozmawiać, nie mam fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem. Powiecie kolejna "emo" która nie ma znajomych. Powiem Wam... mam znajomych. Mam nawet przyjaciół. Co z tego? Moja najbliższa przyjaciółka, moja siostra z innej matki mieszka 600 km ode mnie. Moja druga przyjaciółka wyjechała do pracy, czasem napisze po radę do mnie. Trzecia jedyna moja nadzieja mimo chęci spotkania się ze mną nie daje mi znaku życia, nie ma czasu. Jedyną osobą, poza moją mamą, która mnie odwiedziła był demon przeszłości.
Dominik... od momentu odwiedzenia mnie kompletnie nic nie pisze. Nie odzywa się do mnie... I choć jest demonem przeszłości jakikolwiek kontakt z nim przynosi ulgę. Brak kontaktu zabiera mi wszystko.
I wyda wam się to śmieszne, ale dzisiaj cały dzień przepłakałam. Nie mogę znaleźć sobie miejsca i marzę o popełnieniu samobójstwa. Odkręcić gaz, wziąć tabletki z alkoholem czy się pociąć?
Tyle osób... nie mogę do nich napisać, nie będę im przeszkadzać. Każdy ma swoje problemy, a ja nie jestem osobą, która powinna zawracać im głowę. A nikt... do mnie nie napisze zwykłego "hej"... Bo po co?
Dlatego pozwólcie mi się poddać i skończyć. Bo brak kontaktu z drugą osobą to wierzchołek wielkiej góry lodowej.