wtorek, 18 października 2016

Nienawiść

Standardowo muzyka przewodnia do posta... klik

Nienawiść – bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, często połączone z pragnieniem, by obiekt nienawiści spotkało coś złego.
Nienawiść bywa przeciwstawiana miłości i opisywana jako męczące uczucie, następujące w wyniku bólu związanego z uczuciem zranienia, zemsty, wrogości i oszukania.

Nienawiść to uczucie które ogarnia mnie każdego dnia, każdej nocy, każdej sekundy mojego życia. Mało kto wie, że nienawidzę siebie. Siebie, swej duszy, swojego umysłu, ciała... Wszystkiego co się ze mną tyczy.
Nienawidzę swojego głosu, swojej twarzy, swojego spojrzenia, swoich oczu...
Nienawidzę swoich wypowiadanych słów, nienawidzę swojej niedoskonałości, nienawidzę tego jaka jestem słaba...
Nienawidzę łez, nienawidzę śmiechu, uśmiechu i radości.
Nienawidzę smutku, pragnienia śmierci i chęci zrobienia sobie krzywdy...
Nienawidzę śladów, które sobie zadałam, nienawidzę swoich decyzji...
Nienawidzę tego, że boli mnie żołądek, a każdy lekarz ma to w dupie... Nienawidzę tego, że muszę brać te tabletki, które nie pomagają...
Tak bardzo boję się, że znowu brzuch, żołądek będzie mnie bolał, że nic nie jem...
Nienawidzę tego strachu...

Mamo... wracaj już i mnie przytul.

sobota, 15 października 2016

Jestem..

Człowiekiem.

Muzyka klik to na dziś... motyw przewodni.

Wiecie po czym poznaje się, że ktoś jest człowiekiem? Po tym, że krwawi, a jego krew jest czerwona.

Dziś jestem człowiekiem, właśnie się nim stałam. I czuję się dobrze, nawet bardzo dobrze.

But I'm only human...

Ten ból, to pieczenie, ten... ślad. To jest to. Czekałam na dogodną chwilę, czekałam aż nastanie we mnie zdecydowanie by znowu to zrobić. Teraz to nastało. Tak niewiele, a tak cieszy.

But I'm only human...

Klaudia... Nie wierzyłaś, że przyjdę do Ciebie, przyszłam.
Roksana... Chyba nie do końca wierzyłaś, że to zrobię, zrobiłam.

I can take so much
Until I've had enough

I jestem człowiekiem. Stałam się człowiekiem w mój chory, ulubiony sposób. I znowu na haju, znowu...

Może to takie małe, a cieszy. Tak... Cieszy.

Wasze zdrowie!

czwartek, 13 października 2016

Zgubiłam się w sobie

Muzyka na dziś: klik

Pisanie miało mi pomagać w uporaniu się ze swoimi myślami. Szkoda, że to pisanie to moje przekleństwo. Chciałabym pisać, ale nie potrafię... O czym to ja miałam... Ahhh nie o tym chciałam powiedzieć.
Wczoraj byłam tam, gdzie moje miejsce. W poradni leczenia nerwic, w miejskim szpitalu psychiatrycznym. To było moje miejsce na Ziemi. Tak można było wywnioskować z niedawnego posta... Było... Czas przeszły jest tutaj odpowiedni...
Byłam aby rozpoznać swoją osobowość. Na poznanie wyniku mojego testu, który robiłam jakiś czas temu. Zmieniłam również tym samym psychologa, a zarazem terapeutę. I nigdy nie czułam się gorzej. Zawiodłam się... Srogo się zawiodłam. Test nie powiedział mi nic nowego.
"Ma Pani zaburzenia nerwicowe... ale takie poważne." "Norma jest do 20 a Pani ma 220" "Widzę zbytnią wrażliwość... może nie tyle wrażliwość co zbyt mocne przejmowanie się wszystkim dookoła"
"Ma Pani odruchy depresyjne, ale to nie świadczy o samej depresji." "Ma Pani również zaburzenia odżywiania"
Nic nowego... to samo mogłam jej sama powiedzieć. Ale to nie było najgorsze... Najgorsze to to, że chciałam komuś powiedzieć o chęci rozcięcia swojej czaszki. Chciałam pomocy, bo zaczynam świrować coraz bardziej. Chciałam porozmawiać z kimś "mądrzejszym". Chciałam powiedzieć jak bardzo nienawidzę swojego głosu, swojego umysłu, swej duszy. Chciałam aby przestało boleć. A ona co? A ona miała mnie w dupie. W moim miejscu na Ziemi zostałam potraktowana jak śmieć. Persona non grata.
Omówiła ze mną wyniki, zapytała czy coś się zmieniło, czy mam faceta i powiedziała bym poszła zapisać się z nią na kolejną wizytę. Wtedy omówię formę terapii i tyle. Żadnej rozmowy, ciągnięcia za język, żadnych notatek. 15 min... Pieprzone 15 min u niej byłam by dowiedzieć się tego co już dawno wiem.
A tak bardzo chciałam porozmawiać... tak bardzo chciałam tej rozmowy. Dziękuje z całego serca tej nowej psycholożce. Dziękuję za to, że przekonałam się, że na NFZ nic Wam się nie chce...

A ja dalej zadaję sobie ból, spędzę weekend sama w domu i jeśli więcej tu nic nie opublikuję to szukajcie mnie po drugiej stronie lustra.