piątek, 12 lutego 2016

To koniec...

- Ona jest idealną Twoją kopią! - Krzyk przez łzy ciążący na moim sercu.

Po tylu latach doczekałam się tych słów. Doczekałam tych pozornie nic nie znaczących słów. Ale dla dziewczyny, która nienawidzi swojego ojca to jak uderzenie w twarz. Jestem jebaną kopią własnego ojca. Jestem taka jak on. Nie różni nas praktycznie nic. Krzyczała, że ma mnie dość. Ma dość mnie, a zarazem mojego ojca. Krzyczała, że więcej tego nie zniesie. A ja się tak bardzo boję, jak ktoś krzyczy. Nie potrafię się pozbierać. Nie, nie dlatego, że dowiedziałam się, że jestem kopią ojca. Z tego zdawałam sobie sprawę już dawno. Walczyłam z tym, jednak na próżno.
Kiedy tak krzyczała czułam się jak wtedy. Kiedy byłam małą dziewczynką biegłam do mamy, bo on znowu był pijany. Bałam się go. Biegłam więc aby się do niej przytulić. A ona mnie tak brutalnie odepchnęła.
Nienawidzę ich. Nienawidzę, że dzisiaj po całym zajściu starają się wrócić do normy. Ale nic nie będzie takie samo. Dla mnie zmieniło się wszystko. Czuję taki przejmujący ból w sercu. Kamień, który tam ciąży. Wczoraj przepłakałam cały dzień. Kiedy nie chciałam jeść niemal siłą zmusiła mnie do jedzenia. Nawet mnie opierdolili, że nie podziękowałam za posiłek. A ja nie miałam ochoty się uśmiechać, udawać, że mnie to nie ruszyło.
I znowu jestem małą dziewczynką, która boi się każdego dnia. Teraz... wolałabym aby mnie bili, ból fizyczny to nic w porównaniu do psychiki. Zniszczyła ją. Moja mama wraz z tymi słowami zniszczyła moją psychikę. Jestem w stanie znieść pogardę w głosie od mojego ojca. Od niej... niestety nie.
A dziś? Dziś wracają do normy. Uśmiechy, śmiechy i takie tam. A ja niemal cały czas mam łzy w oczach, ból w sercu i walkę z powrotem do samoagresji.

Jestem żałosna.

środa, 3 lutego 2016

Nowy koszmar

Mój koszmar przerodził się w zupełnie coś innego. Nie mogłam w nocy spać, przewracałam się z boku na bok, wstałam praktycznie zmęczona. Taki stan rzeczy trwał już od pewnego momentu. Nawet moja cholerna herbatka ziołowa nie pomagała uspokoić myśli... ale od jakiegoś czasu coś uległo zmianie. Mój koszmar nie wywoływał we mnie już tylko strachu... Ale ostatnio częściej zdarza mi się płakać przez sen. Płakać... I często się budzę zalana łzami. Przewracam się na drugi bok i dalej płaczę... Nie walczę już. Łzy same spływają mi po policzkach. Prawie bezgłośnie duszę się.
Zamykając oczy widzę twarz dziecka. Dziewczynki... Ma brązowe, może ciemny blond, włosy, piękne duże oczy i patrzy na mnie z taką miłością z jaką tylko dziecko może patrzeć. Nieświadome otaczającego go okrucieństwa i bólu. Patrzy, jest ślicznie ubrana. Łapie mnie za rękę i mówi do mnie "Chodź mamusiu". Idę spokojnie dając się jej prowadzić. Jest taka szczęśliwa... Zatrzymuję ją na chwilę i mówię "Kocham Cię", a ona w odpowiedzi przytula mnie i szeptem wypowiada "Ja Ciebie też"
Nie mogę pojąć tego, że tak bardzo bym chciała mieć taką dziewczynkę. Zawsze uważałam, że będę okropną matką, nie potrafiącą w pełni kochać... A teraz wydaje mi się, że bez tej miłości jestem nikim. Nie cierpię dzieci, ale im częściej widzę małe dziewczynki na przystanku nie mogę oderwać od nich wzroku. Za każdym razem łzy cisną mi się do oczu, kiedy zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będę mieć dzieci. Nie, nie... nie ze względów biologicznych, ale... nigdy nie będę mieć faceta. A samotne macierzyństwo nie jest spełnieniem moich marzeń.
Ten koszmar nie znika, tkwi w mojej głowie codziennie. A zegar tyka...