poniedziałek, 26 grudnia 2016

Zgubiłam się w sobie... Znowu

Tym razem bez muzyki. Nie zamierzam katować was już moimi piosenkami.
Zgubiłam się w tym wszystkim. W tym psychicznym cierpieniu. Miesza mi się rzeczywistość ze snem. Przyjemny sen jest koszmarem, a koszmar balsamem na duszę. Po ostatnich wydarzeniach jakoś czuje się dziwnie obnażona, ale nie chce o tym mówić.
Zgubiłam się w sobie. Pogubiłam w uczuciach, pragnieniach.
Zgubiłam się w swoim życiu. Poplątałam się jak lampki na choinkę. To wszystko ma tak żałosny oddźwięk, że można się zastanowić czy pisze to nastolatka czy młoda kobieta.
A teraz powiem Wam jedno... Jest noc i boję się zasnąć, ponieważ... Jeśli znowu będzie mi się śniło szczęście i miłość której doświadczam to... Nie ważne.
Śpijcie i śnijcie a mną się nie martwcie.

piątek, 9 grudnia 2016

Przeczytaj

włączcie

Zanim coś zrobisz, zapytasz mnie o cokolwiek, przeczytaj co tutaj napisałam.
Kiedy widzisz mnie smutną, przybitą, nie pytaj dlaczego tak jest. Nie potrafię sama sobie tego wyjaśnić. W mojej głowie za dużo mam złych emocji, nienawiści do siebie, żebym potrafiła skonkretyzować swoje "złe samopoczucie". Ten smutek bierze się znikąd.
Wstajesz rano wiedząc, że masz do zrobienia to i to. Po chwili dojścia do siebie, zaczynasz rozumieć rzeczywistość. Rzeczywistość, która jest cholerną iluzją. Po kolejnych minutach, po śniadaniu, umyciu zębów, ubraniu się w domowy dres, zdajesz sobie sprawę, że coś nie gra. W TOBIE. Wszystko co zadaje Tobie ból to TY. I w tym momencie siadasz na fotelu i beznamiętnie robisz swoje czynności. Robisz bo musisz, bo inni tego oczekują. Tak naprawdę nigdy nie robisz czegoś dla siebie. To trwa tak długo, że nie masz nawet pojęcia czego Ty sam chcesz, czego oczekujesz od życia i co chciałbyś zrobić dla siebie. Oddajesz się przyziemnym przyjemnością, kupujesz nowe zabawki tylko po to, by ukryć ten Twój stan. Myślisz, że da Ci to szczęście. Nie. Szczęście, które otrzymujesz jest ulotne jak para na mrozie. To nie jest to prawdziwe szczęście.

"Dlaczego jesteś smutna?"
Wzruszam ramionami nie wiedząc co mam powiedzieć. Bo nie wzięłam tabletek? Bo zapewne skończę jak ćpun przez to? Bo nie mam powodu do radości? Bo coś się we mnie blokuje i kiedy się uśmiecham czuję ból? Co Ci da ta wiedza? Nic... Będziesz zdezorientowany.

To nie są problemy z chłopakiem. To nie są problemy w domu. To nie są problemy ze zdrowiem fizycznym. To nie są problemy z nauką.

Problem to ja i ta głowa i myśli jak by nie moje.

Następnym razem jak zapytasz, przyjacielu, dlaczego jestem smutna, to zrozum, że nie znam odpowiedzi na to pytanie.

sobota, 26 listopada 2016

Bez tytułu

włączcie

Odpalam laptopa, otwieram Operę i standardowo włączam Facebooka. Logowanie to kilka sekund. Przeglądam co ciekawego, jakie kto zdjęcia wrzucił, co napisał. Po kilku minutach patrzenia tępo w ekran w wyszukiwarce wpisuję dobrze znane mi imię i nazwisko. Nie mamy się w znajomych...
Wchodzę na profil i patrzę na zdjęcia. Tak bardzo tęsknię... tak długo to wszystko trwa.
Wiem, że będę musiała do niego napisać. Kiedyś to zrobię. Muszę się z nim pożegnać.
Szczęście na profilowym zdjęciu odbiera mi dech. Chociaż ta poczciwa duszyczka jest szczęśliwa.
Ja umieram... Z tęsknoty, z cierpienia, z braku miłości...
Dobrze, że nie wie co tam u mnie. Nikt o tym nie powinien wiedzieć.
A jednak nie potrafię trzymać języka za zębami i męczę jedyne bliskie mi osoby. Czuję się podle ze świadomością martwienia ich..
Długo to już nie potrwa...
____

Jadąc nocą przez pogrążone we śnie miasteczko czuję zazdrość. Tyle domów, tyle życia...
Nikt nie musi wiedzieć co dzieje się w środku, grunt, że wygląda przyzwoicie.
"Ciężką pracą ludzie się wzbogacą". Jakież to puste... Mój ojciec... pracował ciężko przez całe życie, żyliśmy na dobrym poziomie... Co z tego? Mieszkamy praktycznie na nielegalu, ukrywam stan, który tu jest... Nie mamy nic na własność... Samochód jest własnością mojego wujka, dom nie należy do nas, a na własność mam tylko swoje cierpienie...
_____

Wchodzę ponownie na facebookowy profil. Muszę zrobić listę osób z którymi chce się pożegnać. List muszę dopracować, plan muszę dopracować. To jedyne na co mam tak naprawdę ochotę.

"Dobrze, że nie wiesz co u mnie bo pękło by Ci serce"

wtorek, 18 października 2016

Nienawiść

Standardowo muzyka przewodnia do posta... klik

Nienawiść – bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, często połączone z pragnieniem, by obiekt nienawiści spotkało coś złego.
Nienawiść bywa przeciwstawiana miłości i opisywana jako męczące uczucie, następujące w wyniku bólu związanego z uczuciem zranienia, zemsty, wrogości i oszukania.

Nienawiść to uczucie które ogarnia mnie każdego dnia, każdej nocy, każdej sekundy mojego życia. Mało kto wie, że nienawidzę siebie. Siebie, swej duszy, swojego umysłu, ciała... Wszystkiego co się ze mną tyczy.
Nienawidzę swojego głosu, swojej twarzy, swojego spojrzenia, swoich oczu...
Nienawidzę swoich wypowiadanych słów, nienawidzę swojej niedoskonałości, nienawidzę tego jaka jestem słaba...
Nienawidzę łez, nienawidzę śmiechu, uśmiechu i radości.
Nienawidzę smutku, pragnienia śmierci i chęci zrobienia sobie krzywdy...
Nienawidzę śladów, które sobie zadałam, nienawidzę swoich decyzji...
Nienawidzę tego, że boli mnie żołądek, a każdy lekarz ma to w dupie... Nienawidzę tego, że muszę brać te tabletki, które nie pomagają...
Tak bardzo boję się, że znowu brzuch, żołądek będzie mnie bolał, że nic nie jem...
Nienawidzę tego strachu...

Mamo... wracaj już i mnie przytul.

sobota, 15 października 2016

Jestem..

Człowiekiem.

Muzyka klik to na dziś... motyw przewodni.

Wiecie po czym poznaje się, że ktoś jest człowiekiem? Po tym, że krwawi, a jego krew jest czerwona.

Dziś jestem człowiekiem, właśnie się nim stałam. I czuję się dobrze, nawet bardzo dobrze.

But I'm only human...

Ten ból, to pieczenie, ten... ślad. To jest to. Czekałam na dogodną chwilę, czekałam aż nastanie we mnie zdecydowanie by znowu to zrobić. Teraz to nastało. Tak niewiele, a tak cieszy.

But I'm only human...

Klaudia... Nie wierzyłaś, że przyjdę do Ciebie, przyszłam.
Roksana... Chyba nie do końca wierzyłaś, że to zrobię, zrobiłam.

I can take so much
Until I've had enough

I jestem człowiekiem. Stałam się człowiekiem w mój chory, ulubiony sposób. I znowu na haju, znowu...

Może to takie małe, a cieszy. Tak... Cieszy.

Wasze zdrowie!

czwartek, 13 października 2016

Zgubiłam się w sobie

Muzyka na dziś: klik

Pisanie miało mi pomagać w uporaniu się ze swoimi myślami. Szkoda, że to pisanie to moje przekleństwo. Chciałabym pisać, ale nie potrafię... O czym to ja miałam... Ahhh nie o tym chciałam powiedzieć.
Wczoraj byłam tam, gdzie moje miejsce. W poradni leczenia nerwic, w miejskim szpitalu psychiatrycznym. To było moje miejsce na Ziemi. Tak można było wywnioskować z niedawnego posta... Było... Czas przeszły jest tutaj odpowiedni...
Byłam aby rozpoznać swoją osobowość. Na poznanie wyniku mojego testu, który robiłam jakiś czas temu. Zmieniłam również tym samym psychologa, a zarazem terapeutę. I nigdy nie czułam się gorzej. Zawiodłam się... Srogo się zawiodłam. Test nie powiedział mi nic nowego.
"Ma Pani zaburzenia nerwicowe... ale takie poważne." "Norma jest do 20 a Pani ma 220" "Widzę zbytnią wrażliwość... może nie tyle wrażliwość co zbyt mocne przejmowanie się wszystkim dookoła"
"Ma Pani odruchy depresyjne, ale to nie świadczy o samej depresji." "Ma Pani również zaburzenia odżywiania"
Nic nowego... to samo mogłam jej sama powiedzieć. Ale to nie było najgorsze... Najgorsze to to, że chciałam komuś powiedzieć o chęci rozcięcia swojej czaszki. Chciałam pomocy, bo zaczynam świrować coraz bardziej. Chciałam porozmawiać z kimś "mądrzejszym". Chciałam powiedzieć jak bardzo nienawidzę swojego głosu, swojego umysłu, swej duszy. Chciałam aby przestało boleć. A ona co? A ona miała mnie w dupie. W moim miejscu na Ziemi zostałam potraktowana jak śmieć. Persona non grata.
Omówiła ze mną wyniki, zapytała czy coś się zmieniło, czy mam faceta i powiedziała bym poszła zapisać się z nią na kolejną wizytę. Wtedy omówię formę terapii i tyle. Żadnej rozmowy, ciągnięcia za język, żadnych notatek. 15 min... Pieprzone 15 min u niej byłam by dowiedzieć się tego co już dawno wiem.
A tak bardzo chciałam porozmawiać... tak bardzo chciałam tej rozmowy. Dziękuje z całego serca tej nowej psycholożce. Dziękuję za to, że przekonałam się, że na NFZ nic Wam się nie chce...

A ja dalej zadaję sobie ból, spędzę weekend sama w domu i jeśli więcej tu nic nie opublikuję to szukajcie mnie po drugiej stronie lustra.

środa, 14 września 2016

Czy ja dobrze zrobiłam?

Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule posta znajdziecie na końcu tego, co mam Wam do przekazania.


Otóż... dziś byłam pierwszy raz u psychoterapeutki. Ponadto pierwszy raz byłam w szpitalu psychiatrycznym w mojej rodzinnej miejscowości. Kilka małych budynków w niczym nie przypominały wielkiego, przerażającego psychiatryka z wielu horrorów, które miałam przyjemność oglądać. Może dlatego atmosfera w tamtym miejscu tak bardzo przypadła mi do gustu.
Po zarejestrowaniu się, przyglądaniu się ludziom czekającym w kolejce do psychiatry poszłam do wskazanego budynku. Pani psychoterapeutka to bardzo miła osoba, która (o dziwo!) zdobyła moje zaufanie. Spędziłam u niej 50 minut. Tak! Sprawdzałam dokładnie ile u niej spędzę czasu. Porozmawiałyśmy, może nie o wszystkim, ale wiele rzeczy poruszyłam. Kwestię mojego ojca, wyśmiewania mnie, bycia grubszą, stanu lękowego przed wyjściem, czy moich kłopotów ze zdrowiem fizycznym (badania mam bardzo dobre, prócz dwóch badań, jutro ostatnie, a potem rewizyta u lekarza). Kiedy tak miło mi się rozmawiało i mogłabym jej powiedzieć o tym, że się cięłam zakończyłyśmy rozmowę i zapisała mnie na kolejny termin. Jej powiedziałam o moim permanentnym smutku, o pustce, o złych myślach... Resztę poopowiadam jej na kolejnej wizycie.
W poniedziałek idę na testy, które mają jej pokazać moją osobowość i zastanowimy się nad dalszą terapią. Mam do wyboru 3: terapię w ośrodku dziennym poradni leczenia nerwic (zwolnienie z zajęć, 5 razy w tyg, po 3 h w grupie przez kilkanaście tygodni), popołudniową terapię grupową (raz w tyg, 2h) oraz terapię indywidualną. Muszę się zastanowić co by mi pasowało.
Muszę również umówić się do psychiatry i zapytać czy dalej mam brać leki czy zaprzestać po miesiącu stosowania.

A jaka jest odpowiedź na powyższe pytanie?

Zrobiłam bardzo dobrze. Jestem mega zadowolona i nie sądziłam, że będzie mi tak dobrze rozmawiając o swoich problemach. 


czwartek, 1 września 2016

Ciężkie życie... nas... zapomnianych przez los

Zakurzył się już ten blog na wszystkie możliwe sposoby. Odstawiłam go w kąt, wrzuciłam do szuflady jak kawałek niepotrzebnego materiału. Przykre. Blog był moim sensem, moją terapią. Teraz ta terapia przyjmie kompletnie inny obrót.
Dziś pierwszy raz poszłam do psychiatry. Niewiele mi pomogła. Ja niewiele jej mówiłam. Byłam zdziwiona, zszokowana samą swoją obecnością w takim gabinecie. Co wynikło z tej rozmowy? Że nie wie dlaczego boję się wyjść z domu. Dostałam skierowanie do poradni leczenia nerwic. Mówiła, że będzie potrzebna terapia, a najlepiej terapia grupowa. Szkoda, że zamiast powiedzieć jej o tym, że chciałam się zabić, że moje życie to pasmo walki z potworem, to powiedziałam, że boję się wyjść z domu. A to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej. To problem ostatnich 3 miesięcy. Nothing special.
14 września idę do poradni, do Anny jakieś tam... psychoterapeutki. Na pierwszą wizytę, na testy, na zakwalifikowanie się do grupy terapeutycznej. Jej powiem o myślach samobójczych. O tym co działo się w mojej głowie w Liceum. O cięciu, o pragnieniu śmierci. O tym, że teraz jestem bez niczego. Pusta jak zawsze.
Od jutra zaczynam brać lekkie antydepresanty, które przepisała mi, mimo wszystko, przemiła pani doktor psychiatrii.
Miałam mówić psychiatrze wszystko. Dosłownie wszystko. Ale moja głowa zniknęła w momencie przekroczenia progu jej gabinetu. I od tamtej pory czuję się jak na haju. Ledwo składam myśli, układam słowa.
Teraz wiem, jak to jest iść do psychiatry, czuć na sobie ten wzrok, który nie jest zbyt miły. Czuć, że wszystko co mówisz jest dokładnie analizowane i zapisywane. Psychiatra rozebrał mnie tylko częściowo, psychoterapeuta obnaży mnie całą. Boję się... Boję się tego.


niedziela, 6 marca 2016

Rozterki przy słodkim alkoholu

Moja melancholia powoli sięga zenitu. Wzrasta wolno jak zimowo-wiosenna temperatura. I choć ciągle mi w życiu czegoś brak, to jednak jakoś funkcjonuję. Jakoś...
Tydzień temu wróciłam na uczelnię. Szok po wyjściu z domu do dziś przyprawia mnie o łzy. I choć wiem, że studia te powodują znaczny spadek mojego nastroju, nie wiem jak mam się od nich uwolnić. Pójście do dziekanatu, wzięcie karty obiegowej i jednym zamachem zerwaniem z dalszej edukacji jest przecież takie proste. Czynność sama w sobie jest banalna, wręcz dziecinnie banalna. Niestety... ciągle mnie coś blokuje. Spycha do wycofania się i zaniechania własnych planów. Psychika. Przekleństwo człowieka, a zarazem jego dar. Dla mnie psychika jest przekleństwem, a blokada w mojej głowie tamuje każde moje działanie. Wiem, że powinnam iść do psychologa. Wiem, że sama sobie nie dam rady. Wiem, że to jedyna możliwość wyjścia z mojego życia. Ale kiedy wyjdę z tego, to kim ja będę? To myślenie, takie nastawienie to całe moje życie. Bez tego jestem nikim. A ja tak bardzo chcę kimś być. Chcę być człowiekiem. Czy ja naprawdę tak dużo chcę od życia?
Studia... błąd za błędem... kierunek, który boli i przyprawia o płacz. Pozornie prosty, pozornie przecież niewymagający ode mnie wielu pokładów sił. W rzeczywistości wyciska ze mnie wszystko. Moją duszę, moje pokiereszowane serce. I tak naprawdę jestem zmęczona życiem.
Tak! Mam 21 lat i jestem zmęczona życiem. Życiem, a właściwie jego brakiem. Bo nic nie potrafię zrobić. Nie potrafię nawet zrobić tego kroku i zniknąć na zawsze. A to przecież takie proste. Takie banalne...
I choć z dnia na dzień płaczę, co nie zdarzało mi się wcześniej, to wiem jedno: Nie zrobię żadnego kroku. W bierności, w płaczu, w samotności będę bliższa do śmierci.


piątek, 12 lutego 2016

To koniec...

- Ona jest idealną Twoją kopią! - Krzyk przez łzy ciążący na moim sercu.

Po tylu latach doczekałam się tych słów. Doczekałam tych pozornie nic nie znaczących słów. Ale dla dziewczyny, która nienawidzi swojego ojca to jak uderzenie w twarz. Jestem jebaną kopią własnego ojca. Jestem taka jak on. Nie różni nas praktycznie nic. Krzyczała, że ma mnie dość. Ma dość mnie, a zarazem mojego ojca. Krzyczała, że więcej tego nie zniesie. A ja się tak bardzo boję, jak ktoś krzyczy. Nie potrafię się pozbierać. Nie, nie dlatego, że dowiedziałam się, że jestem kopią ojca. Z tego zdawałam sobie sprawę już dawno. Walczyłam z tym, jednak na próżno.
Kiedy tak krzyczała czułam się jak wtedy. Kiedy byłam małą dziewczynką biegłam do mamy, bo on znowu był pijany. Bałam się go. Biegłam więc aby się do niej przytulić. A ona mnie tak brutalnie odepchnęła.
Nienawidzę ich. Nienawidzę, że dzisiaj po całym zajściu starają się wrócić do normy. Ale nic nie będzie takie samo. Dla mnie zmieniło się wszystko. Czuję taki przejmujący ból w sercu. Kamień, który tam ciąży. Wczoraj przepłakałam cały dzień. Kiedy nie chciałam jeść niemal siłą zmusiła mnie do jedzenia. Nawet mnie opierdolili, że nie podziękowałam za posiłek. A ja nie miałam ochoty się uśmiechać, udawać, że mnie to nie ruszyło.
I znowu jestem małą dziewczynką, która boi się każdego dnia. Teraz... wolałabym aby mnie bili, ból fizyczny to nic w porównaniu do psychiki. Zniszczyła ją. Moja mama wraz z tymi słowami zniszczyła moją psychikę. Jestem w stanie znieść pogardę w głosie od mojego ojca. Od niej... niestety nie.
A dziś? Dziś wracają do normy. Uśmiechy, śmiechy i takie tam. A ja niemal cały czas mam łzy w oczach, ból w sercu i walkę z powrotem do samoagresji.

Jestem żałosna.

środa, 3 lutego 2016

Nowy koszmar

Mój koszmar przerodził się w zupełnie coś innego. Nie mogłam w nocy spać, przewracałam się z boku na bok, wstałam praktycznie zmęczona. Taki stan rzeczy trwał już od pewnego momentu. Nawet moja cholerna herbatka ziołowa nie pomagała uspokoić myśli... ale od jakiegoś czasu coś uległo zmianie. Mój koszmar nie wywoływał we mnie już tylko strachu... Ale ostatnio częściej zdarza mi się płakać przez sen. Płakać... I często się budzę zalana łzami. Przewracam się na drugi bok i dalej płaczę... Nie walczę już. Łzy same spływają mi po policzkach. Prawie bezgłośnie duszę się.
Zamykając oczy widzę twarz dziecka. Dziewczynki... Ma brązowe, może ciemny blond, włosy, piękne duże oczy i patrzy na mnie z taką miłością z jaką tylko dziecko może patrzeć. Nieświadome otaczającego go okrucieństwa i bólu. Patrzy, jest ślicznie ubrana. Łapie mnie za rękę i mówi do mnie "Chodź mamusiu". Idę spokojnie dając się jej prowadzić. Jest taka szczęśliwa... Zatrzymuję ją na chwilę i mówię "Kocham Cię", a ona w odpowiedzi przytula mnie i szeptem wypowiada "Ja Ciebie też"
Nie mogę pojąć tego, że tak bardzo bym chciała mieć taką dziewczynkę. Zawsze uważałam, że będę okropną matką, nie potrafiącą w pełni kochać... A teraz wydaje mi się, że bez tej miłości jestem nikim. Nie cierpię dzieci, ale im częściej widzę małe dziewczynki na przystanku nie mogę oderwać od nich wzroku. Za każdym razem łzy cisną mi się do oczu, kiedy zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będę mieć dzieci. Nie, nie... nie ze względów biologicznych, ale... nigdy nie będę mieć faceta. A samotne macierzyństwo nie jest spełnieniem moich marzeń.
Ten koszmar nie znika, tkwi w mojej głowie codziennie. A zegar tyka...

niedziela, 17 stycznia 2016

DDA

Obiecany drugi post.
Zacznę, standardowo, od tego co mnie skłoniło do takiej tematyki posta. Moja mama kupiła sobie gazetę. Rzadko to robi i naprawdę nie wiem co skłoniło ją do kupienia gazety z wielką Magdą Gessler na okładce. Z ciekawości jednak przejrzałam ją omijając tysiące przepisów, poradników jak się ubierać i rad jak dożyć wieku starczego. Jak się domyślacie mało co do czytania mi zostało. Wywiad z Panią Magdą przeleciałam wzrokiem, ale skupiłam swoją uwagę na 86 stronie gdzie zachęcił mnie tytuł: Dorosłe Dzieci Alkoholików i zdjęcie siedzącej kobiety pod wielkim kieliszkiem. Zacytuję nawet podtytuł: "Uzależnienie rodziców naznacza na całe życie. Jak się z niego wyzwolić i sięgnąć po szczęście?"
Przeczytałam go dwa, może trzy razy, zastanawiając się czy ilość wypijanego alkoholu przez mojego ojca można uznać jako alkoholizm.  Faktem jest, że zawsze pił. Od kiedy pamiętam to robił i przez to posiadam tą chorą nienawiść. Cytując artykuł: "Wychowanie w rodzinie, w której nadużywano alkoholu, może być przyczyną problemów w dorosłości (...) Uświadomienie go sobie to pierwszy krok do odzyskania kontroli nad własnym życiem, panowania nad emocjami oraz budowania udanych relacji z ludźmi" naprawdę dopiero teraz ktoś to odkrył? Mój ojciec nigdy nie znęcał się nad nami fizycznie. Nie bił ani mamy, ani mnie czy brata. Ale psychiczne znęcanie to dużo trudniejsza sprawa. Byłam przez niego wyszydzana, obrzucana wyzwiskami czy po prostu zastraszana. Potem nauczyłam się uciekać do pokoju mojego brata by w spokoju i przerażeniu czekać aż pójdzie spać.
Do dziś mi to zostało. Nienawidzę go, ani kiedy pije, ani kiedy nie pije. Wiem, że zniszczył mi szczęśliwe dzieciństwo. Wiem, że większość problemów z moją głową to jego sprawka. Nigdy mu tego nie wybaczyłam i nie wybaczę. I choć potrzebowałabym pomocy nie chcę tego. Pokażę mu jak bardzo zniszczył jedno ze swoich dzieci. I może kiedyś znajdę odwagę by mu wykrzyczeć w twarz, że wolałabym aby sobie odszedł.
A co w artykule radzą dla takich osób? Pójście na terapię. Początkowo nad tym myślałam, ale jak szybko ta myśl wpadła mi do głowy, tak szybko z tego zrezygnowałam. W moim życiu nie zaznałam przemocy fizycznej to też nie mogę narzekać na ojca, który pił. Dlatego nie pójdę na coś takiego.

Mam prawie 21 lat, studiuję, aby nie robić przykrości mojej mamie, która już dość się nacierpiała. Żyję auto destrukcyjnie i tkwię w nienawiści do ojca. Ale prawda... to nie są prawdziwe problemy i nie mam na co narzekać.


Pytania? Ask me

niedziela, 10 stycznia 2016

Aşk czyli Miłość

Zacznę od tego, że ostatnimi dniami nie wyobrażam sobie swojego życia bez pisania. Mam dużo weny, wiele chęci, trochę mniej możliwości do pisania. Moja opowieść pisze się sama, trochę inaczej niż bym chciała, ale to moja głowa dyktuje palcom jakie klawisze mają stukać. Dwa pomysły na posty na blogu. Jeden właśnie realizuję pisząc o Miłości, a drugi mam w planach napisać jutro. Kiedy to opublikuję... to się zobaczy.
Wróćmy jednak do Miłości. Przełomowym momentem i impulsem do napisania posta była wieść o tym, że mój brat ma dziewczynę. Tak! On ma dziewczynę. Ten, kto choć trochę z moich opowieści dowiedział się o nim, wie, że nie jest on typem podrywacza. Nie miał dużo dziewczyn, ale ta jedna jakoś zawróciła mu w głowie. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Tak bardzo dbający o drugą osobę i taki romantyk. Ale nie o nim chciałam pisać.
Miłość zawsze była dla mnie czymś odległym. Usilnie dążyłam do niej chcąc zakosztować tego cudownego owocu. Jednak nie było mi to zbytnio dane. Nieudany romans, który pomyliłam z miłością był jak zatruta strzała. Truje mój umysł i serce do cna. Kiedyś mnie to zabije.
Jestem trudnym człowiekiem. Osoba, która by mnie pokochała albo musi być odważna, albo na tyle szalona by obdarzyć kogoś takiego jak ja miłością.  Bo jestem trudna. Dlaczego? Otóż sprawa jest prosta. Nie mówię słowa "Kocham Cię". Nie dlatego, że nie kocham, ale dlatego, że nie potrafię. Nie zrobię Ci prezentu w postaci rysunku, rzeźby Twej podobizny czy szkicu krajobrazu. Nigdy nie robiłam nic poza miłością. Lubię od czasu do czasu otrzymać kwiatka, ale wiersz odpada. Nie jestem romantyczką. Raczej pesymistką i realistką. Czułe słówka rzadko wychodzą z moich ust. Nie potrafię mówić czułych słówek. Potrafię kochać! Tak! Naprawdę potrafię kochać! Dana osoba będzie to czuć. Ale niech nie oczekuje większej ilości prezentów niż np. na urodziny, rocznicę czy święta. Dla mnie ponadprogramowe prezenty są zbędne. Wolę kochać.
Tak więc jestem trudną osobą (chyba się powtarzam) z ciężkim charakterem i ogólnie bardzo trudno jest ogarnąć moje czyny, słowa i gesty. Dlatego wiem, że Aşk mnie omija. Zawsze omijała.
Samotność to jedyna przyjaciółka, a pisanie to jedyna miłość, którą posiadam.

Ps. Przepraszam za chaos, ale post jest mi potrzebny do terapii, a zbyt duża ilość alkoholu rozwiewa moje myśli.
Ps 2. Aşk to po turecku Miłość. Użyłam tego słowa, bo lubię ten język.


Pytania? Ask me

sobota, 2 stycznia 2016

2016

Jak wspominałam w poprzednim poście Sylwester spędzałam w domu. Taka sytuacja ma miejsce z dwóch powodów. Po pierwsze nie uważam by świętowanie starego roku było godne uwagi. Wiara w to, że następny będzie lepszy jest po prostu śmieszna. Po drugie, co jest bardziej bolesne, nigdy na Sylwestra zaproszona nie byłam. Mówiąc bardziej dosadnie nikt mnie na imprezie nie chce.
Nastał więc Nowy Rok. Kolejny rok w moim życiu. Jestem starsza i co roku bardziej przybliżam się do grobu. Kolejny rok walki z potworem. Kolejny rok będę usiłowała wygrać ze swoim losem. Nigdy nie było to łatwe i nie będzie. A puste życzenia potrafią człowieka bardziej złamać niż by się wydawało.
Sylwestra więc spędziłam oglądając film, a później założyłam Wattpada, po to by opublikować tam swoją opowieść. Trochę wymyśloną, jednak z prawdziwymi przemyśleniami. Taka ja, osadzona w innym świecie. Jeśli by ktoś chciał to tu wstawiam link: Za zamkniętymi drzwiami Niestety minusem jest to, że trzeba się tam zarejestrować aby coś przeczytać, zajmuje to chwilkę, naprawdę. Póki co publikuję tam dla własnej satysfakcji, może z czasem coś z tego wyniknie.
Rok 2016 nie zapowiada się niczym wyjątkowym, chyba, że zostanę wyrzucona ze studiów, wówczas będzie to najciekawszy rok w moim życiu.

PS. Podzielę się z wami cytatem, który jest dla mnie bardzo ważny.

"- Czy myślisz, że zaszły w Tobie jakieś zmiany w ciągu ostatniego roku? Jakie?
- Zrodziło się we mnie więcej obojętności. Odwróciło się kilku ludzi. Kilka razy upadłam i nie potrafiłam się podnieść. Więcej niż kilka razy płakałam i nie umiałam przestać. Kogoś znienawidziłam, a kogoś chyba pokochałam. Ktoś dał mi lekcję życia. Uświadomiłam sobie, że nic nie jest na zawsze i że ludzie już do końca świata pozostaną egoistami. Przez cały rok trzymałam za rękę nadzieję, wierząc, że to pomoże. Zwątpiłam bardziej w międzyludzkie zaufanie. Postawiłam na swoim i dużo przez to w ciągu ostatniego roku wygrałam. Stałam się silniejsza na pokaz i słabsza, gdy zostaję sama. Polubiłam samotność, noc i ciszę. I wydaję mi się, że coś straciłam. Tylko jeszcze nie wiem co."


Pytania? Ask me